Zapowiedzianą pierwszą wizytę w Warszawie potraktowałbym bardziej jako kurtuazyjny gest niż chęć odebrania od Tuska przyśpieszonego kursu „demokracji walczącej”. Zresztą jeżeli Magyar ma łeb na karku, Tusk powinien być dla niego przykładem czego NIE robić. Rzecz jasna, czas pokaże, ale „Warszawy w Budapeszcie” raczej bym się nie spodziewał. I. Koniec epokiSłyszeli Państwo ten łoskot? To spadł kamień z serca...