Robert Maxwell, Jeffrey Epstein, Mosad. Tajne operacje finansowe służb specjalnych, najlepszy na świecie program szpiegowski, miliardy dolarów przepływające pomiędzy tajnymi kontami. Najbardziej wpływowi politycy, najbogatsi ludzie świata, największe gwiazdy pop-kultury, zwyrodnialcy i pedofile urządzający orgie na prywatnej wysypie. To wszystko się łączy, a macki tej ośmiornicy sięgały nawet przaśnego PRL.
Noc z 4 na 5 listopada 1991 r. na Atlantyku niedaleko Wysp Kanaryjskich była chłodna, a ocean wzburzony. Na pokład luksusowego jachtu „The Lady Ghislaine”, noszącego imię jego ukochanej córki, wyszedł Robert Maxwell – miliarder, właściciel Maxwell Communication Corporation, wydawnictw Media Press, European Satellite TV Broadcasting Consortium, współudziałowiec Agencji Reutera, Agence Centrale De Presse, TF 1; wydawca m.in. „Daily Mirror”, nowojorskiego „Daily News” i „The European” oraz licznych gazet w Wielkiej Brytanii i poza jej granicami. Człowiek o wpływach równie potężnych jak jego postura. Załoga pełniąca nocną wachtę na jachcie prującym fale oceanu była na mostku. Na pokładzie nie było nikogo. Nikt nic nie widział. Nikt nic nie słyszał. Maxwell zniknął. Kilkanaście godzin później jego nagie ciało wyłowiono z Atlantyku. W świat poszedł przekaz, że jeden z najpotężniejszych ludzi mediów wypadł za burtę swego jachtu i utonął. Prawdopodobnie ekscentryczny miliarder, jak to miał w zwyczaju, wyszedł nago na pokład by… wysikać się do oceanu. Głupia, absurdalna śmierć. Jednak… prawo jest prawem i ciało Maxwella zostało przewiezione na Teneryfę. Jak pozostałe Wyspy Kanaryjskie należy ona do Hiszpanii i obowiązuje na niej hiszpańskie prawo. Trzej patolodzy zgodnie z nim mieli przeprowadzić sekcję zwłok. Niespodziewanie zadzwonił telefon. Prosto z hiszpańskiego Ministerstwa Zdrowia – natychmiast zabalsamować ciało i przygotować je do transportu do Tel Awiwu. Jak się okazuje, ktoś z gabinetu premiera Izraela Icchaka Szamira zadzwonił do ambasadora tego kraju w Madrycie i powiedział, że „znamienity obywatel Izraela Robert Maxwell zginął na morzu w wyniku tragicznego wypadku”. Pogrzeb miał się odbyć zgodnie z żydowskim zwyczajem w Izraelu, pomimo że Maxwell miał też obywatelstwo brytyjskie, mieszkał w Wielkiej Brytanii i tam prowadził główne swoje interesy. Ambasador wykonał telefon, minister wykonał telefon i całą sekcję diabli wzięli. Zamiast zająć się sekcją i badaniem organów wewnętrznych zmarłego, patolodzy zajęli się balsamowaniem zwłok – wymagało to odsączenia krwi, wypełnienia żył i ciała specjalnym płynem po uprzednim usunięciu najważniejszych organów. Patolodzy wycięli je, pobieżnie zbadali i byle jak wepchnęli do jamy brzusznej. Ciało zaszyto i zgodnie z międzynarodowymi procedurami przetransportowano do Izraela 10 lutego 1991 r. Zawiniętego w całun Maxwella pochowano na cmentarzu na zboczu Góry Oliwnej – na najbardziej prestiżowym (a zarazem najdroższym na świecie) żydowskim cmentarzu. Uczestniczyli w nim przywódcy rządu i najważniejsi przedstawiciele opozycji. Wygłaszający mowę pożegnalną premier Icchak Szamir powiedział o zmarłym, że „Zrobił dla Izraela więcej, niż można dziś powiedzieć”. Słów tych słuchało co najmniej sześciu ówczesnych i byłych szefów Mosadu. Jak wiele wskazuje, to właśnie oni mogli wiedzieć to, czego premier nie mógł głośno powiedzieć.
Pieniądze lubią ciszę
Wszystko zaczęło się latach 70. XX w. Inżynier Bill Hamilton, programista z firmy Inslaw Inc., ekspert ds. łączności podczas wojny w Wietnamie, zaprojektował Prosecutor’s Management Information System, w skrócie – Promis. Program miał śledzić sprawy, podejrzanych, świadków i dokumenty w prokuraturach i sądach, łącząc rozproszone bazy danych w jeden spójny system. Firma podpisała kontrakt z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości (DOJ), który w ten sposób stał się właścicielem Promisu. Co ciekawe, pojawiły się później „ustalenia sądowe”, że DOJ nie zapłacił za program jego twórcy. Jednakże ustalenia te zostały potem uchylone. Natomiast sam program był bardzo interesujący i obiecujący. Szczególnie interesujący był dla izraelskich służb. W jaki sposób Izrael pozyskał ten cudowny program? Pojawiają się niekiedy informacje, że maczał w tym palce Edvin „Ed” Messe – doradca prezydenta Ronalda Reagana, w latach 1985-1988 75. prokuratora generalnego Stanów Zjednoczonych, oraz jego dobry znajomy Earl Brain – dyrektor kalifornijskiego Departamentu Opieki Zdrowotnej, a później także sekretarz kalifornijskiej Agencji Zdrowia i Opieki Społecznej za czasów, gdy gubernatorem tego stanu był Ronald Reagan. Earl Brian założył następnie firmę venture capital o nazwie Biotech (później Infotechnology), której celem, jak podnosił właściciel Inslaw William Hamilton, było doprowadzenie Inlaw do upadłości, aby przejąć jej aktywa, w tym właśnie Promis. Hamilton zeznawał w śledztwie, że Brian początkowo próbował przejąć Inslaw za pośrednictwem kontrolowanej przez siebie firmy świadczącej usługi komputerowe o nazwie Hadron. Hamilton zeznał, że odrzucił ofertę Hadrona dotyczącą przejęcia Inslaw, a następnie Brian próbował doprowadzić Inslaw do bankructwa, wykorzystując swoje wpływy u prokuratora generalnego – właśnie Edwina Messe. Według jednej z teorii spiskowych to oni mieli sprzedać Promis Mossadowi, a ten już odpowiednio się nim zajął. Jednakże śledztwo nie potwierdziło tych oskarżeń. Z kolei Elliot Richardson, prawnik korporacji Inslaw, zeznał, że Promis dla Izraela pozyskał Rafi Eitan, szef izraelskiego biura łączności naukowej (LIKIM), dziś już nieistniejącego. Podając się za dr. Ben Orra z izraelskiego Ministerstwa Sprawiedliwości w maju 1983 r. przyjechał do USA i zapoznał się z możliwościami systemu w Inslaw. Ponieważ formalnie Promis był programem dla wymiaru sprawiedliwości, nikt nie robił z niego przed „przedstawicielem” tegoż wymiaru tajemnicy. Dr Ben Orr zapoznał się z programem i… opuścił biuro Inslaw z kopią oprogramowania. Następnie izraelscy eksperci (m.in. z udziałem Yahuda Ben-Hanana) zmodyfikowali oprogramowanie, tworząc tzw. tylne drzwi (backdoor). Dzięki tej „bramce” Mosad mógł monitorować informacje analizowane przez system, który sam sprzedawał lub udostępniał innym wywiadom, instytucjom finansowym i rządom. System Promis, służący pierwotnie do śledzenia spraw sądowych, został przekształcony w zaawansowane narzędzie wywiadowcze, pozwalające analizować ogromne ilości danych finansowych i personalnych.
Przedstawiciel handlowy Mosadu
Wtedy właśnie pojawia się Robert Maxwell, a właściwie Jan Ludvik Hoch, czeski Żyd urodzony 10 czerwca 1923 r. w biednej (mieszkali w jednej izbie) ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej Mechela Hocha i Hany Szlomowicz, w miejscowości Slatinské Doly w Czechosłowacji (dziś to Ukraina). Nawiasem mówiąc, babcia Maxwella (Tzipporah Feig Slomowitz) była siostrą prababci Eliego Wiesela (Sarah Feig Wiesel). Niemcy zajęły Czechosłowację jeszcze przed wybuchem II wojny, a Hoch uciekł do Francji. Tam w 1940 r. wstąpił do czechosłowackiej armii na uchodźstwie, ale nie został w niej. Po klęsce Francji wraz z innymi czechosłowackimi żołnierzami został przeniesiony do Wielkiej Brytanii, a tam po buncie przeciwko dowództwu – do brytyjskiej armii, w której służył do końca wojny. Prawie cała jego rodzina zginęła w holokauście. W 1945 r. ożenił się z Elisabeth Jenny Jeanne Meynard. Para poznała się w Paryżu, gdzie zaraz po wojnie Maxweel pod pod nazwiskiem Ivan du Maurier miał pracować dla brytyjskiego wywiadu – kolejna tajemnica z jego życia, o której informacji próżno szukać w jego oficjalnych życiorysach. Mieli dziewięcioro dzieci, z których dwójka zmarła. Ponoć Maxwell źle traktował zarówno żonę, jak i swoje potomstwo. Z wyjątkiem córki Ghislaine, której zdjęcie zawsze trzymał na biurku, i dwóch synów – Kevina i Iana. Pozostałe dzieci potentata (Anne ur. 1946, Philip ur. 1948, Isabel ur. 1950, Christine ur. 1950) nie związały się bezpośrednio z biznesami ojca. Ten w 1951 r., wykorzystując kontakty z czasu wojny, wszedł w biznes. Założył Pergamon Press Ltd. – małe wydawnictwo specjalizujące się w książkach naukowych. Choć wydawać by się mogło, że to nie jest sposób na zbicie fortuny, Maxwell zaczął na tym zarabiać. Szybko poszedł też w politykę. W latach 1964-1970 był nawet posłem do parlamentu, ale nie tylko. Już od 1948 r. miał współpracować z dopiero tworzonymi izraelskimi i czechosłowackimi służbami. W 1948 r. jego kontakty miały być kluczowe dla czechosłowackiej decyzji o uzbrojeniu Izraela w wojnie izraelsko-arabskiej. Pomoc ta był wyjątkowa i kluczowa dla Izraela. Udział Maxwella w przemycie części samolotów do Izraela doprowadził do tego, że kraj zyskał podczas tej wojny przewagę powietrzną. Zarówno politycy, jak i izraelscy wojskowi oraz tamtejsze służby sporo więc Maxwellowi zawdzięczały. Zresztą nie była to jednorazowa współpraca. Do współpracy z Mosadem Robert Maxwell powrócił w latach 70. Zaczął rozwijać swoje imperium – nabywał podupadające izraelskie firmy i przekształcał je w dochodowe przedsiębiorstwa. Rzecz w tym, że nie był aż takim geniuszem finansowym – po prostu część z tych firm i transakcji służyła jako przykrywka dla operacji Mosadu. Maxwellowi to pasowało – pieniądze były izraelskie, a on uchodził za geniusza, dzięki czemu pozyskiwał coraz ważniejsze znajomości. Wykorzystywał je dla pozyskiwania informacji właśnie dla Mosadu, który umieszczał swoich agentów w biurach i firmach Maxwella na całym świecie. Legendowani na pracowników firm Maxwella mieli dzięki temu „immunitet biznesowy”, a Maxwell „budował swoje imperium”. Uchodził za finansowego geniusza, mając w garści media, dyktował przekaz, jaki szedł w świat. Co ciekawe, wywiad MI6 klasyfikował Maxwella jako „syjonistę lojalnego tylko wobec Izraela” i osobę wymagającą obserwacji, podejrzewając go jednocześnie o powiązania z KGB. Jednak Maxwell latami działał bez żadnych przeszkód. I to jak! Kiedy w 1983 r. Mordechaj Vanunu (technik z Dimony) przekazał gazecie „The Sunday Times” zdjęcia dowodzące, że Izrael posiada broń jądrową, Maxwell używając swoich wpływów w brytyjskim świecie mediów, pomógł Mosadowi zlokalizować Vanunu i opóźnić publikację materiałów, co dało czas agentce „Cindy” (Cheryl Bentov) na zwabienie Vanunu do Rzymu, gdzie został porwany i przewieziony do Izraela. To Maxwell pozyskał republikańskiego senatora Johna Towera, dzięki któremu Mosad otrzymał informacje na temat technologii, nad którymi pracowano w Los Alamos, tym samym, w którym stworzono bombę atomową. To wszystko jednak nic. Maxwell został bowiem „przedstawicielem handlowym” Izraela w sprzedaży wywiadom różnych państw, w tym bloku komunistycznego, wzbogaconego o „bramkę Mosadu” programu Promis.
Biznesmen u towarzysza
W ten sposób zimą 1985 r. zawitał do PRL. Oficjalnie – by porozmawiać z rządzącym wtedy PRL Wojciechem Jaruzelskim o wydaniu w Wielkiej Brytanii… tłumaczenia przemówień Jaruzelskiego. Co ciekawe, 25 września tego samego roku Jaruzelski spotkał się w Nowym Jorku z Davidem Rockefellerem, a treść ich rozmów do dziś jest przedmiotem różnych spekulacji i teorii spiskowych. Nikt nie powiązał obu spotkań. Oficjalny powód wizyty Maxwella w Warszawie był po prostu absurdalny. W każdym razie ze skutego lodem Okęcia Maxwell pojechał prosto do kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie wedle oficjalnej wersji przedstawił Jaruzelskiemu korzyści z zakupienia programu Promis do inwigilacji „Solidarności”, w szczególności Lecha Wałęsy. Jaruzelski, mając świadomość wielkości agentury Kiszczaka, zainstalowanej w opozycji, był ponoć sceptyczny i trudno mu się dziwić. Po co miał wydawać miliony dolarów na program, skoro i tak wszystko, co go interesowało, wiedział i to znacznie taniej. Maxwell znał się jednak na swojej robocie i przekonał komunistycznego kacyka. Jaruzelski wydał polecenie i Polska za 20 mln dol. kupiła dla SB oprogramowanie Promis. Oczywiście nie wprost. Pieniądze zostały przelane na specjalne konto w bułgarskim banku narodowym, który obsługiwał transakcje Maxwella. Stamtąd popłynęły do Credit Suisse i dalej. Maxwell pobrał sobie prowizję w wysokości 2 mln dolarów, 12 mln popłynęło na konto rządu Izraela, a sześć do Discount Banku w Tel Awiwie. Co ciekawe, książka Maxwella o Jaruzelskim rzeczywiście się ukazała w styczniu 1985 r. Jej autorem był sam Maxwell. Publikacja pt. „Jaruzelski. Prime Minister of Poland. Selected Speeches” (seria Leaders of the World), zawiera 10 wybranych przemówień, rys biograficzny generała oraz wywiad, jaki przeprowadził z nim sam Maxwell. Według opisu książka ukazała się w styczniu 1985 r. Jednakże nigdy nie ukazało się jej tłumaczenie na polski i próżno szukać jej PDF-ów w internecie. Kilka lat temu można ją było nabyć – niewielka książeczka ze zdjęciem generała na okładce została wyceniona na 316 dol., nieco ponad tysiąc złotych po dzisiejszym kursie. Maxwell dotrzymał więc słowa i oficjalny powód jego wizyty w Polsce został zrealizowany. Co ciekawe i o czym zapewne uczelnia chciałaby zapomnieć, w 1988 r. Robert Maxwell otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Coraz więcej
Transakcje takie jak z Jaruzelskim, Maxwell przeprowadzał wielokrotnie. Dość powiedzieć, że w 1985 r. Maxwell sprzedał Promis wywiadowi Chin. Chińskiemu wywiadowi miał udzielić informacji o „bramce” w oprogramowaniu, którą to informacją nie podzielił się z Wojciechem Jaruzelskim. Także sowieckie KGB nabyło od Maxwella Promis (oczywiście z izraelską „bramką”). Co ciekawe, według niektórych teorii spiskowych, mający świetne relacje także z KGB Maxwell, był jednym z pośredników w zorganizowaniu operacji „Most” – przerzucenia w latach 1990-1992 z ZSRR i Rosji do Izraela 40 tys. Żydów. Supertajna operacja odbyła się z udziałem polskich władz, a cały przerzut miał miejsce via Warszawa. Jeśli tak było, to była to jedna z ostatnich akcji, jakie dla Mosadu przeprowadził Maxwell. Maxwell najwyraźniej popełnił błąd wielu agentów, którzy uwierzyli we własną legendę. Taki agent przestaje być potrzebny służbom, które nimi kierują. W 1991 r. okazało się, że geniusz finansów i mediów nie jest aż takim geniuszem, za jakiego miał go cały świat, a banki chętnie go kredytujące, zaczęły żądać zwrotu zadłużenia i to natychmiast. W Londynie pracownicy biur Maxwella świadomi sytuacji, chociaż go nienawidzili, czekali, aż „szef wyciągnie coś z kapelusza”, ale od pewnego momentu telefon na pokładzie „The Lady Ghislaine” już milczał. Potem z Atlantyku wyłowiono nagie ciało potentata medialnego. Na co liczył? Jak się okazuje, rejs nie był przypadkiem ani formą ucieczki od problemów. Wcześniej Maxwell był w Izraelu, gdzie spotkał się z Szabtajem Szawitem, ówczesnym dyrektorem Mosadu. Ten poinformował go, niedaleko wybrzeży Afryki Zachodniej, właśnie na wysokości Wysp Kanaryjskich, „The Lady Ghislaine” spotka się z łodzią, której załoga przekaże mu kopertę z czekiem na miliard (sic!) amerykańskich dolarów wystawionym na Credit Suisse w Genewie. Maxwellowi do głowy nie przyszło, że to podstęp. Po pierwsze, odpowiadało to jego charakterowi, po drugie, takie spotkanie nie byłoby niczym nadzwyczajnym. Właśnie z Kanarów w rejs przez Atlantyk na Karaiby wyrusza setki jachtów, więc nikogo by nie zdziwiło takie spotkanie. Jednak plan był zupełnie inny. Zanim jeszcze Maxwell przeniósł się na łono Abrahama, były oficer Mosadu Victor Ostrovsky w swojej książce „The Other Side of Deception” wykazał, że Maxwell całe lata finansował wiele operacji Mosadu w Europie, a pieniądze pochodziły z funduszu emerytalnego jego gazety „Daily Mirror”. Gdy książka się ukazała, wściekł się zarówno Maxwell, jak i Icchak Szamir. Ten ostatni „poprosił” Maxwella, żeby zrobił porządek z Ostrovskym. Maxwell uruchomił swoje media, w tym izraelski brukowiec „Maariv”, które natychmiast rozpętały oszczerczą kampanię wobec byłego agenta. Być może nie takiego znowu „byłego”, bo służby takiej jak Mosad się nie opuszcza ani – jeśli komuś życie miłe – nie wyjawia się jej tajemnic. Kiedy bowiem Maxwell skończył w oceanie, Ostrowsky stwierdził (a Izrael nigdy temu nie zaprzeczył), że potentat prasowy został po prostu zlikwidowany. Mosadowi współpraca z Maxwellem przestała się opłacać, a ten dodatkowo próbował… szantażować tę służbę, czym wbił ostatni gwóźdź do własnej trumny. Na najwyższym szczeblu i prawdopodobnie za zgodą samego Szamira zapadła decyzja o likwidacji niepotrzebnego współpracownika. Jak to zrobiono? Jedna z teorii mówi, że wyszkolone czteroosobowe komando zabójców z Mosadu w nocy z 4 na 5 listopada 1991 r. podpłynęło pontonem do jachtu. Agenci weszli na pokład i wstrzyknęli Maxwellowi paraliżującą truciznę, po czym wrzucili go do oceanu, a sami odpłynęli. Pewności co do tego jednak nie ma. Kiedy już znaleziono ciało Maxwella, sekcji zwłok właściwie nie było. Był pogrzeb z tajemniczym zdaniem wygłoszonym przez premiera Izraela. Jeśli ktoś sądzi, że to koniec tajemnic i powiązań Maxwella, to jest w błędzie. Ta historia jest o wiele bardziej pogmatwana, łącznie z tym, kto i jak finansował jego działania.
„Rothschildowie nie mogą pomóc”
Maxwell należał do tych osób, których wpływy i znajomości, nawet biorąc pod uwagę wielkość majątku czy biznes, w jakim działają, są niewytłumaczalne. Maxwell bez problemu docierał wszędzie – do apartamentów księżnej Diany i gabinetu premier Margaret Thatcher. Bywał i w gabinecie owalnym u Ronalda Reagana i jak wskazano wyżej – u gen. Jaruzelskiego. Na Kremlu u Michaiła Gorbaczowa i w chińskim Zakazanym Mieście. Ponoć Henry Kissinger „traktował go jak równego sobie”. W latach 80. Maxwell miał zawrzeć znajomość z innym finansowym „cudotwórcą” Jeffreyem Epsteinem. To właśnie Maxwell miał skontaktować Epsteina z Mosadem. Obu panów poza izraelskim wywiadem miały też połączyć, powiedzmy, specyficzne upodobania. Na co dzień Maxwell wraz z rodziną wiódł luksusowe życie w rezydencji z 51 sypialniami w Headington Hill Hall, skąd dojeżdżał do Londynu, gdzie znajdował się biurowiec „Daily Mirror”. Notabene Maxwell miał ponoć zwyczaj… sikać z dachu budynku wydawnictwa, a gdy korzystał z biurowej toalety, nie zamykał drzwi. Tak w ogóle, to nienasycony pod każdym względem Maxwell miał być „seksualnym drapieżcą”. Podczas jego wizyt w Izraelu Mosad zapewniał mu prostytutki. Nie chodziło o jakąś „uprzejmość”. Igraszki te były nagrywane, dzięki czemu Mosad zyskał dowody co najmniej kompromitujące Maxwella. Czy było na nich coś jeszcze gorszego poza łóżkowymi igraszkami z paniami dobrowolnie uprawiającymi tzw. najstarszy zawód świata, wie tylko Mosad. Według odtajnionych przez FBI dokumentów oraz zeznań świadków, na początku lat 80. Maxwell poznał osobiście Jeffreya Epsteina. Początkowo połączył ich biznes. Epstein miał pomagać rodzinie Maxwellów w „przemieszczaniu pieniędzy”, czyli ukrywaniu ich przed fiskusem (lub wierzycielami). Według dokumentów ujawnionych w ramach śledztw dziennikarskich (m.in. serialu dokumentalnego BBC „House of Maxwell”), Epstein pomagał Robertowi Maxwellowi ukrywać setki milionów funtów w rajach podatkowych. Formalnie to syn Roberta, Kevin Maxwell, został poinstruowany przez ojca, aby spotkać się z Epsteinem w celach biznesowych. Kevin miał później przedstawić swoją siostrę Ghislaine Epsteinowi. Ta zaś stała się prawą ręką i rajfurką Epsteina. Chociaż zeznała, że poznała go w 1991 r. już po śmierci ojca, to logi lotów i relacje biznesowe sugerują, że ich drogi skrzyżowały się wcześniej. Dokumenty sugerują też, że cała trójka – Kevin, Ghislaine i Jeffrey – „w jakiejś formie się znała” przed listopadem 1991 r. Z odtajnionych akt Departamentu Sprawiedliwości wynika, że Robert Maxwell wprowadził Epsteina do swojego „kręgu zaufania” na polu operacji finansowych. To Maxwell miał skontaktować Epsteina z Mosadem. Istnieją mocne przesłanki, że kapitał początkowy Epsteina w latach 90. pochodził właśnie z „czarnych funduszy” Mosadu, którymi wcześniej obracał Maxwell, a które po jego śmierci potrzebowały nowego, dyskretnego zarządcy. Epstein, który miał znajomości jeszcze szersze niż Maxwell, okazał się dla Mosadu znacznie cenniejszy. Zwłaszcza że wyczyny swoich gości na osławionej „wyspie pedofilów” dokumentował. Dla Mosadu stanowiły one wprost bezcenny materiał, idealny do przekonania polityków czy celebrytów do zajęcia odpowiedniego dla Izraela stanowiska w wielu sprawach. Amerykański dziennikarz śledczy Leo Hohmann, w artykule dla „Gazety Finansowej”, cytując informacje zamieszczone przez Geopolitics Prime na kanale Telegram, napisał: „Były izraelski oficer wywiadu Ari Ben-Menashe, który współpracował bezpośrednio z Robertem Maxwellem w Londynie, gdy Epstein w latach 80. zapoznawał się z izraelskim wywiadem, potwierdził, że Mosad zwerbował Epsteina specjalnie w celu zebrania kompromitujących materiałów na temat światowych przywódców, które miały być podstawą operacji szantażu”. To nie koniec, bo Hohmann podaje jeszcze jedną ciekawą wiadomość: „W korespondencji e-mailowej z 28 lutego 2016 r. z globalistycznym technokratą Peterem Thielem Epstein stwierdził:„Jak zapewne wiesz, reprezentuję Rothschildów” – pisze Epstein, po czym wysyła coś, co brzmi jak zaproszenie dla Thiela, aby odwiedził jego prywatną wyspę”. Tę prywatną wyspę. Dlaczego to jest ciekawe? Otóż, kiedy w nocy z 4 na 5 listopada 1991 r. do znajdującego się na jachcie „The Lady Ghislaine” Maxwella wydzwaniał syn Kevin, podał mu jednozdaniową, ale ważną informację. – Rothschildowie mówią, że nie mogą pomóc – poinformował ojca. To znaczy, że kontaktował się z uchodzącą za najpotężniejszą rodziną bankierów na świecie. Tą samą, którą miał reprezentować później Epstein – człowiek, który zajął miejsce Maxwella w dyskretnych działaniach Mosadu.
Córeczka tatusia
Gdy Maxwell „zaginął” na Atlantyku, jego córka Ghislaine, nie czekając ani chwili, uciekła do Nowego Jorku… prosto pod skrzydła Epsteina. Ten zapewnił jej luksusowe życie, ale zaczął wykorzystywać jej kontakty do budowania własnej sieci wpływów. Jednocześnie zatroszczył się o kapitał Maxwella poukrywany w różnych rajach podatkowych. Dokumenty z lat 90. wskazują na wspólne interesy Epsteina z synami Maxwella: Kevinem i Ianem. Epstein miał wykorzystywać swoją firmę J. Epstein & Co. do transferów środków, jakie pozostały po imperium Maxwella. Epstein przejął też luksusowe apartamenty Maxwella na Manhattanie. Personalnie zajęła się nimi właśnie Ghisalaine i to w nich powstać miały osławione „pokoje masażu”. W 1998 r. Epstein za kwotę 7,95 mln dol. zakupił w archipelagu Wysp Dziewiczych prywatną wyspę Little St. James. Przeniósł tam siedzibę swojej firmy Financial Trust Company, dzięki czemu oszczędzał na podatkach. Choć nie ma bezpośredniego wyroku sądowego wskazującego, że każdy dolar wydany na zakup późniejszej „wyspy pedofilów” pochodził z kont Maxwella, badacze zainteresowani sprawą wskazują, że do finansowania i zarządzania wyspą Epstein wykorzystywał te same mechanizmy poufności i spółki shell (często zarejestrowane na Wyspach Dziewiczych), które wcześniej służyły do ukrywania majątku rodziny Maxwellów. W późniejszych latach (od 2007 r.) prokuratura federalna wykryła, że Epstein i Ghislaine Maxwell wymienili między swoimi kontami ponad 20 mln dol. w ramach podejrzanych transakcji okrężnych. Eksperci sugerują, że były to operacje mające na celu zatarcie śladów pochodzenia kapitału, który pierwotnie mógł należeć do Roberta Maxwella. Przez następne lata Ghislaine Maxwell była najbliższą współpracowniczką Epsteina. Według ustaleń prokuratury federalnej odgrywała istotną rolę w werbowaniu nieletnich dziewcząt, które następnie były wykorzystywane seksualnie przez Epsteina i jego gości. Jednak aż do 2020 r. nie była o nic oskarżona. Dopiero po śmierci Epsteina, w lipcu 2020 r. została aresztowana przez Federalne Biuro Śledcze (FBI) w stanie New Hampshire. Postawiono jej zarzuty m.in. udziału w spisku, mającym na celu nakłanianie nieletnich do podróży w celu popełnienia przestępstw seksualnych, handel ludźmi w celach seksualnych oraz krzywoprzysięstwa. W 2021 r. stanęła przed sądem w Nowym Jorku. Po miesięcznym procesie została skazana na 20 lat pozbawienia wolności. Jak się okazało, została przeniesiona do więzienia o możliwie najłagodniejszym rygorze, w którym ma dla siebie całkiem wygodną pojedynczą celę.